Aktualności
Chile - w sobotę 617 km 14/12/2009, 13:05
III Światowe Grand Prix Szybowcowe 2010 (Santiago, Chile: 2010-01-02 - 2010-01-09)
Po trzech dniach latania przyszedł czas na usprawnienie szybowców. Mnie zacierają się pedały. Cieknie zawór ze zbiornika ogonowego. Dzisiaj wybory w Chile i wszędzie jest pusto. Mamy możliwość latania, ale przyszedł czas odpocząć, ponaprawiać i ponaklejać co się jeszcze da. Pojawił się rano cirrus i ostudził nam zapał do latania. Niestety w Chile nie ma dobrej prognozy pogody. Na zachód nie ma stacji meteo na Pacyfiku i nie ma danych meteorologicznych przy tym kierunku wiatru, a on przeważa.
Wczoraj (sobota) przelecieliśmy 617 km. Zrobiliśmy sobie wspólny trening z Argentyńczykami i Chilijczykami. Startowaliśmy ze wspólnego startu, jak w GP i było to dla nas ułatwienie, bo mogliśmy polecieć za nimi. Start lotny o 14:40 a i tak przelecieliśmy 600 km. Carlos Rocca wyciągnął nas daleko na północ 250km, do ostatniego punktu zwrotnego w bazie danych. Sam przyznał, że był tam tylko kilka razy w całej karierze. Powrót był bardzo szybki. Prędkości przy zboczu 160-200 non stop a do tego silna turbulencja. Z szybowcem nic się nie działo TAS sięgał momentami 250. Niestety przy takim lataniu nie ma szans na zrobienie dobrych zdjęć, natomiast kamera leżała sobie na tablicy przyrządów i śledziła Carlosa lecącego 20m wcześniej. Przekazałem zdjęcia Alexowi i może coś z nich zmontuje i zamieści. Ja nie mam możliwości nawet ich oglądać na swoim komputerze, który nie trawi plików HD. Ze zrobieniem filmu było by jeszcze trudniej.
Załoga lokalnych pilotów, startująca na DuoDiscusie porzuciła nasza trasę i polecieli na Ackoncagua (6962 m.n.p.m - najwyższy szczyt Ameryki). Górą powyżej 5000m wiał silny zachodni wiatr i na żaglu zdobyli wierzchołek ku zazdrości setek alpinistów biwakujących w kilku namiotowych obozach na zboczach góry. Powyżej polatali trochę na fali po stronie Argentńskiej do 7000m. Ja nie miałem tlenu, bo nie miałem czasu jeszcze kupić bateryjki do instalacji. Staszkowi zmontowaliśmy już aparaturę, ale w okolicy kopalni Pelambes (może trochę inaczej się to pisze) przez nieporozumienie z Carlosem został z tyłu i poleciał zwiedzać wykopki na wysokości większej niż nasze Tatry. Nad kopalnią kłęby kurzu wielkości sporego congestusa i komin dnia. Potem zawrócił i dokończył trasę na południe. Dla mnie przyjdzie jeszcze czas na wysokie góry. W tej chwili ważniejsze jest zapoznanie się z trasą a ta wiedzie po małych górkach. Katujemy się w smogu i upale.
Zapraszamy do GALERII!
Autor: Sebastian Kawa
